Skoro szukając informacji o Walterze Peschke i jego grobie potrafiłem przeglądnąć całą korespondencję Kriegsgräberabteilung Krakau to stwierdziłem, że powinienem jednak sprawdzić jeszcze zachowane dokumenty korespondencyjne UOnGW w Krakowie. Nie spodziewałem się, że znajdę jeszcze jakieś informacje o Walterze, ale nie spodziewałem się również, że przeglądane dokumenty tak mocno mnie poruszą. Choć o dozorcach cmentarnych gdzieś wcześniej czytałem, to zupełnie nie znałem tego tematu, a przeglądając zdigitalizowane materiały w Archiwum Narodowym w Krakowie postanowiłem poszerzyć swoją wiedzę o nich.
W dalszej części wpisu będę cytował sporo dokumentów z początku lat 20 XX wieku i w swoim wpisie będę starał się możliwie najwierniej zachować ich język, stąd dziwna gramatyka i ortografia. Jedyny wyjątek zrobiłem dla pisma Naczelnika UOnGW ppor. Piotra Rysiewicza, gdyż wiedząc, że maszyna do pisania w jego urzędzie jeszcze początkiem 1922 roku nie miała “polskiego abecadła”, treść jego dokumentu przepisałem z polskimi znakami.
Mojżesz Kornfeld
Jeśli czytaliście książki pana Krzysztofa Przybyłowicza, to w dwóch z nich (“Cmentarz żydowski w Bieczu” str. 21 i “Małe miasteczko Biecz” str. 73), to wiecie, że na cmentarzu wojennym nr 106 w Bieczu pochowani są żołnierze wyznania mojżeszowego, m. in. Szaja Leib Wasserreich, czy Mojżesz Kornfeld. Wdowa po Mojżeszu, Paulina Kornfeld, w lipcu 1922 roku poszukiwała grobu swojego męża, kadeta aspiranta 100 I.R. z zamiarem sprowadzenia jego zwłok do miejsca przynależności, tj. do Krakowa. 27 lipca 1922 roku WUOnGW w Krakowie odpisał, że poszukiwany pochowany jest na cmentarzu wojennym nr 106 w Bieczu w mogile masowej i w związku z przepisami ekshumacja takiego grobu jest niemożliwa – stanowiły o tym przepisy Ministerstwa Zdrowia Publicznego z dnia lipca 1919 informujące, że wydobywania zwłok z grobów zbiorowych bezwzględnie zakazano.

Dokument ten zawiera również taki akapit:
Do cmentarza jest ustanowiony dozorca cmentarny, który ma dbać o porządek na cmentarzu i pojedynczych grobach, grób zatem błp. Kornfelda Mojżesza jest w porządku utrzymany.
Akapit ten, a zwłaszcza zwrot “ustanowiony dozorca cmentarny” niezwykle mnie zaciekawił. Kim byli dozorcy cmentarni, jaki mieli zakres obowiązków, jakie profity, czy znamy ich nazwiska?
Dozorcy cmentarni
Kamil Ruszała w swojej publikacji “Zachodniogalicyjskie cmentarze z okresu I wojny światowej – niejednoznaczne dziedzictwo w nowych przestrzeniach politycznych” napisał, że istotne dla właściwej opieki nad cmentarzami wojennymi było przekonanie społeczeństwa do współpracy poprzez działania lokalnych władz cywilnych polegające m. in. na szukaniu przez starostwa powiatowe na zlecenie WUOnGW chętnych do pomocy przy opiece nad cmentarzami i powołanie ich na dozorców cmentarnych. Cała akcja powołania dozorców zakończyła się niepowodzeniem, a fakt braku chętnych do piastowania tego stanowiska nie powinien nikogo dziwić. Najpierw oczekiwano społecznego zaangażowania (czy wręcz opłaty za wykaszanie cmentarza w postaci oddawania pewnej ilości siana), potem próbowano odpłatnie zachęcić do pełnienia funkcji dozorcy, choć patrząc na stawki wynagrodzenia ciężko je nazwać zapłatą.

Pomysł by dozorcy za swoją pracę mogli zbierać trawę nie był wcale nowatorski. W 1918 roku Kriegsgräberabteilung Krakau zawierał już takie umowy, jednak w porównaniu z UOnGW oczekiwał za trawę znacznie mniej. W piśmie z 18 sierpnia 1918 wystawionym przez Oddział Oczyszczania Pobojowisk Nr VI czytamy:
Udziela się Wielm. Panu zezwolenie na bezpłatne użytkowanie trawy na wojskowym cmentarzu Nr 193 w zamian za to, iż zobowiązuje się WPan wyraźnie trawę we właściwym czasie kosić, czuwać nad tem, aby żadnego bydła na cmentarz dla paszy nie pędzono oraz zawiadamiać bezzwłocznie c. i k. Komendę wojskową w Krakowie K.G.A. o ewentualnych uszkodzeniach cmentarzy.
Patrząc na to pismo widać, że w porównaniu z obowiązkami zapisanymi w umowach z UOnGW, ten uciskający “zaborca” przedstawiał całkiem uczciwe warunki umowy. Na co warto zwrócić uwagę patrząc na ten dokument to fakt, iż jest to gotowy druk przygotowany na takie właśnie zlecenia, a to świadczy, że nie był to incydentalny przypadek takiego powierzenia opieki (przynajmniej w zamiarach KGA). Umowy sporządzane przez starostwa miały formę maszynopisu nie zaś gotowych druków – mówcie co chcecie biurokracja cesarska miała jednak odpowiedni sznyt.

W piśmie z 17 sierpnia 1920 roku Intendentura Okręgu Generalnego w Krakowie zezwala Urzędowi Opiek Nad Grobami Wojennymi Okręgu Generalnego w Krakowie na przyjęcie w 12 powiatach 18 dozorców z wynagrodzeniem wg punktu 27 tabeli płac. Jednak:
Pobory ich [dozorców] należy normować lokalnymi stosunkami w miarę obszaru cmentarza, wartości trawy przyznanej dozorcy i ilości grobów, a nie według najwyższej stawki podanej w powyższej naprowadzonej tabeli płac pod poz. 27.

Na pismo to UOnGW odpowiedział w dniu 25 sierpnia 1920 informując Intendenturę, że w ustanowieniu dozorców cmentarnych w 12 powiatach
nie chodzi (…) o ustanowienie imienne dozorców cmentarnych, lecz o przydział pieniężny dla powiatów. Dozorcy cmentarni będę bowiem przyjęci w 5 razy większej liczbie, aniżeli w załączniku (…) zapodano.

Co najciekawsze, w załączniku podano budżet jakim dysponowano z podziałem kwot na poszczególne powiaty, a w piśmie z 25 sierpnia napisano dalej:
Ponieważ Ministerstwo Spraw Wojskowych wyznaczyło płacę dla dozorców cmentarzy, według 27 kategorii płac robotników cywilnych (…) a ta około 1500 Mk miesięcznie dla jednego dozorcy wynosić [będzie], więc Naczelnik UOnGW po porozumieniu się ze starostwami rozdziela tę płacę przypadającą dla jednego dozorcy na kilku dozorcy cmentarnych, których dla utrzymania cmentarzy wojennych pozyskać będzie można.
Na potwierdzenie, że tak to faktycznie wyglądało w starostwach powiatowych mamy dokument z powiatu jasielskiego w którym czytamy:

Powiat jasielski obejmuje 42 cmentarzy wojennych i parafialnych, jest między nimi 28 cmentarzy czysto wojennych, 3 groby koleżeńskie i 11 cmentarzy parafialnych(…) [z] oddziałami grobów wojennych. (…) aby każdy cmentarz wojenny miał swojego dozorcę (…) to jest niewykonalne gdyż za kosztowne, (…) dla oznaczonych w wykazie cmentarzy (…) ustanowi się 13 dozorców cmentarnych naktórych utrzymanie wyznaczona jest w okólniku do starostwa suma 4500 Mk miesięcznie, która wystarczyć musi. (…). Suma owa 4500 Mk rozdziela się zatem na utrzymanie 13 dozorców cmentarnych.
Sprytne, takie “polskie” podejście, prawda?
Na potwierdzenie moich słów o wymaganiu “opłaty” sianem przytoczę dwa dokumenty. Jeden to pismo Starostwa w Jaśle z dnia 25 czerwca, w którym napisano:
(…) trudno znaleźć ludzi chętnych, którzyby się podjęli czynności dozorców, tembardziej, że za samo zbieranie siana i odstępowanie jeszcze pewnej części każdego roku Urzędowi Opieki nad grobami wojennymi jak to wynika z obecnie nadesłanego formularza umowy nikt nie chce się zgodzić.

Drugi dokument to napisane 15 marca 1921 roku podanie o przyjęcie na stanowisko dozorcy Franciszka Zarawskiego:
(…) W zamian zato zobowiązuję się do pilnowania cmentarza by na nim jakich szkód niewyczyniono i zobowiązuje się dostawie (…) 500 kg koniczyny suszonej w dniu 1 lipca 1921 wrazie zezwolenia na zbieranie trawy.

Czy zatem może dziwić brak chętnych do objęcia tak “intratnych” posad?
Majątek w trawie
Ktoś może zapytać czemu zatem jeśli zaczęto opłacać dozorców nie było nadal chętnych? Można na to pytanie odnaleźć bez trudu odpowiedź w samych dokumentach UOnGW, bez szukania informacji o wartości marki polskiej między 1920 -1923 rokiem. Pozwólmy najpierw przemówić dokumentom. Wyżej opisałem, że początkowo przewidziano wynagrodzenie dla jednego dozorcy na poziomie 1500 marek miesięcznie, potem jakiś “spryciarz” uznał, że przecież jeśli będzie ich więcej w danym powiecie nie trzeba zwiększać budżetu, a jedynie podzielić na większą liczbę chętnych – skoro są chętni to “ich problem”? I tak dla powiatu gorlickiego przewidziano budżet na 3 dozorców, a z dokumentu wynika, że zatrudniono ich co najmniej 15! Czyli pensja przewidziana dla jednego dozorcy musiała wystarczyć pięciu osobom.

Jednym z tych dozorców był Jan Jodłowski z Biecza, który pisał pod koniec 1921 roku co następuje:
Zarzalenie
Jodłowski Jan uprasza o podniesienie pensyi gdyrz Kwartalnie za trzysta siedemdziesiąt pięć marek nie jestem wstanie w takiej drogosci uczymac się a innego dochodó s tego niema botam trawy wcale nie zbiere. U porzątkowac tak pretko niemogę bo beste lala było bardzo za puszczone zasadziłem zesły wiosny około 20 dżewek.
Jodłowski Biecz

375 marek kwartalnie! Skąd taka suma? W dokumentach archiwalnych są wzory umów z dozorcami w których pisano, że ich pensja jest miesięczna, ale znalazłem też dokumenty w których słowo “miesięcznie” poprawiona na “kwartalnie”. Dokument z 9 marca 1921 wystawiony przez UOnGW informuje Intendenturę, że:
pobory będą kwartalnie wypłacane według umowy z dozorcami i Starostwem w Gorlicach, co w zał.1 zaznaczono (..)
Jak w załaczniku tu uwidocznino, jest mój układ z dozorcami dla poszczególnych gmin i Rządu Polskiego bardzo korzystny, więc upraszam sprawę nie przedłużać tylko jaknajrychlej układ ów akceptować.

W naszych czasach słowo układ całkiem dobrze obrazuje to co dla mnie wynikło z lektury dokumentów. No dobrze, zostawmy domysły na chwilę i skupmy się na liczbach. Jeśli na powiat gorlicki przewidziano 4500 marek i na liście mamy 15 dozorców, to każdy z nich powinien dostawać po 300 marek (kwartalnie lub miesięcznie). Czy wszyscy dozorcy dostawali pieniężną gratyfikację tego nie wiem, sądząc z pisma Gerwazego Urdy z 15 marca 1922 należy jednak przypuszczać, że stawki wypłacane dozorcom były różne – Gerwazy Urda kwitował we wspomnianym piśmie odbiór 200 marek.

Co mówią dokumenty zachowane w Wojskowym Urzędzie Opieki Nad Grobami Wojennymi Okręgu Korpusu nr V w Krakowie na temat wartości marki polskiej? W teczce GW 27 znajdziemy takie oto pismo z 20 września 1921, w którym Dowództwo Okręgu Generalnego w Krakowie “uprasza o jaknajrychlejsze zawiadomienie (…) o wysokości płac robotników cywilnych, którzy by w kolumnie grabarskiej pracowali”. Kolumna grabarska to nie dozorcy cmentarni, ale odpowiedzi na to pismo najdobitniej pokazują jak nędznie traktowano dozorców i ich pracę.

Poniżej zacytuję informacje odnośnie stawek dziennych jakie płacono w tym czasie w starostwach powiatowych w Nowy Sączu, Grybowie, Dąbrowie, Nowy Targu, Krośnie, Jaśle, Lisku (Lesku) i w Podgórzu. Podane kwoty to stawki dzienne dla robotnika, co jest niesłychanie ważne wobec pisma Jana Jodłowskiego z końca 1921 roku informującego, iż otrzymuje on 375 marek kwartalnie!

W północnej części powiatu nowosądeckiego płacono zwykłemu robotnikowi płacono od 500 do 800 marek, zaś w południowej części powiatu od 800 do 1000 marek.

W Grybowie robotnikom ziemnym niekwalifikowanym płacono 100 marek, lub 50 marek z wiktem.

W Dąbrowie stawka dzienna dla robotnika bez wiktu to 600 marek.

W Nowym Targu robotnik cywilny otrzymywał 900 marek.

W Krośnie płaca robotnika cywilnego to od 500 do 800 marek.

W Jaśle zwykły robotnik mógł liczyć na płacę od 500 do 1000 marek.

W Lesku robotnik oczekiwał stawki 1000 marek.

W Podgórzu była to stawka 400 do 500 marek.
Na co warto zwrócić uwagę, to podana w piśmie z Leska informacja, iż:
o ile drożyzna postępować będzie nadal w takim tempie jak dotychczas wysokość wynagrodzenia określić się nie da na dłuższą metę.
Tyle wartała praca we wrześniu 1921 roku. A co można było rok później kupić za 2500 marek? Odpowiedzi dostarcza nam sam Naczelnik UOnGW ppor. Piotr Rysiewicz:
Cena pojedynczego wieńca (pół m średnicy) waha się na miejscowym rynku od 1500 – 3000 Mkp. (zależnie od materiału). (…) Ceny na listopad należy w każdym razie przyjąć za wieniec świerkowy lub sosnowy 2500 Mkp. (…)

By uświadomić Wam wartość pieniędzy jakie otrzymywali dozorcy przedstawię tylko kilka danych zaczerpniętych z artykułu Marka Liera “1000 marek polskich — najczęściej fałszowany banknot w historii polskiego pieniądza papierowego”.
W sierpniu 1920 roku 1 jajko kosztowało 2 mkp, 1 litr mleka kosztował 6 mkp, 1 kg słoniny kosztował 120 mkp, a buty męskie 1000 mkp.
Jak wielka była drożyzna w początkach II RP, o której czytamy w pismach do urzędu, niech świadczy fakt, że dzienna stawka robotnika w sierpniu 1920 roku wynosiła 100 mkp, w październiku 1921 300 mkp (choć pokazane dokumenty wskazują, że jednak stawka dzienna była w rzeczywistości znacznie wyższa), a w styczniu 1924 już między 1 – 2 mln marek!
Jeśli chcecie dowiedzieć się coś więcej o markach polskich jako walucie nowego państwa polskiego zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat w Obserwatorze Finansowym.