Przy Farze – posłowie

Sentymentalnie

Cmentarz wojenny nr 106 to obok cmentarza na Harcie najczęściej odwiedzany przeze mnie cmentarz z pierwszej wojny światowej. Jako dziecko tysiące razy mijałem go w drodze do i ze szkoły, w wolnym czasie nie raz bawiłem się na nim w chowanego, ale też co roku jesienią sprzątaliśmy ten cmentarz jako uczniowie pobliskiej szkoły podstawowej. Pamiętam doskonale zapach grabionych liści, dla dzieciaków jakimi byliśmy, była to przyjemność w porównaniu z siedzeniem w szkole, ale nie pamiętam by ktoś nam próbował wytłumaczyć co to jest za miejsce, dzieciom wystarczała informacja, że jest to cmentarz żołnierzy z pierwszej wojny światowej i trzeba o niego dbać. Pewnego razu albo na jesień 1988 albo wiosną 1989 roku w szkole rozeszła się wieść, że przyjadą do nas Austriacy, którzy chcą nas odwiedzić w podziękowaniu za opiekę nad cmentarzem. Była wielka uroczystość w sali gimnastycznej, były wystąpienia pana dyrektora Leona Balwierza i zagranicznych gości, a po części oficjalnej na sali zostali tylko ci uczniowie, którzy chodzili cmentarz sprzątać. Okazało się, że goście z Austrii przywieźli prezenty którymi mieliśmy się podzielić. Dla młodszych czytelników muszę dodać wyjaśnienie, że rok w którym przyjechali do Biecza (jak się dowiedziałem kilkadziesiąt lat później) przedstawiciele Austriackiego Czarnego Krzyża to nadal jeszcze głęboka komuna i braki wszystkiego. Pamiętam doskonale trzy prezenty. Szkoła dostała sporo piłek co wszystkich ucieszyło, ale kolejny prezent cieszył bardziej. Dostaliśmy do podziału kilka par trampek, tak teraz to zwykłe trampki wtedy towar luksusowy. Odbyła się loteria i każdy kto wygrał czuł się jakby w totka trafił szóstkę, nie miało znaczenia jaki dostał rozmiar butów (wyboru nie było). Trzeci prezent (czy było więcej nie pamiętam) zapadł mi najbardziej w pamięć – były to małe kartonowe soczki z rurką, coś co dzieci oglądały tylko w Pewexie za szybą. Towar luksusowy i zupełnie niepodzielny między nas z racji ograniczonej ilości. Któryś z nauczycieli wpadł na pomysł byśmy ustawili się w szeregu i każdy będzie mógł przez rurkę pociągnąć łyk soku. Nie macie pojęcia jaka była w nas radość, teraz to nie do pomyślenia a wtedy nic strasznego, że kilka osób piło z tej samej rurki.

W moim łyku musiał być jakiś środek, jednak z mocno opóźnionym działaniem, który po trzydziestu latach sprawił, że od cmentarzy pierwszowojennych całkowicie się uzależniłem. Teraz wiem też, że z grupą Austriackiego Czarnego Krzyża był człowiek którego kilkadziesiąt lat później miałem okazję poznać osobiście, mam przyjemność spotykać się z nim przy pracach na cmentarzach, zawsze mogę liczyć na jego wiedzę i merytoryczność gdy potrzebuję jakichś informacji, a w temacie Kriegsgräberabteilung KGA jest dla mnie niekwestionowanym autorytetem – dziękuję za Twoje uwagi i wiedzę, którą zawsze się dzielisz.

Nie nasza wojna?

Pisząc o cmentarzu wojennym nr 106 nie sposób nie zwrócić uwagi na to jacy żołnierze zostali pochowani na tej nekropolii. W czasach gdy znów łatwo dzieli się ludzi na obcych i swoich, gdy w różnych miejscach nadal czytam komentarze „to nie była nasza wojna” nie można zostawić takich argumentów bez należytej riposty.  Na panelu dyskusyjnym towarzyszącym premierze książki Piotra Szlanty „Gorlice-Tarnów 1915” padło pytanie o to czy była to „nasza wojna”, „czy była to nasza bitwa”. Odpowiedź była jednoznaczna – tak to była nasza wojna i nasza bitwa. Nasza, bo nie tylko toczyła się na naszych ziemiach, nasza bo ginęli tam nasi rodacy. Na wspomnianym panelu poruszona też był kwestia polskości żołnierzy i z przyjemnością usłyszałem stanowisko autora książki, które w pełni też podzielam, że o ile nie można mówić o jakiejś wielkiej świadomości narodowej prostego żołnierza, to bezdyskusyjnie bardzo wielu z nich używało języka polskiego, który był ich językiem rodzinnym, pochodziło z terenów „przedrozbiorowo” polskich, większość kadry oficerskiej o polskich rodzinnych korzeniach jednak czuła narodową przynależność mimo służenia w armii austro-węgierskiej (najlepszym przykładem niech będzie Franciszek Ksawery Latinik, pułkownik C.K. armii, dowódca 100 cieszyńskiego pułku piechoty, uczestnik Bitwy Gorlickiej, który wraz ze swoim wojskiem przechodził w maju 1915 roku przez Biecz, generał armii polskie w II RP).

Okładka książki napisanej przez gen. Latinika w 1923 roku – niedawno ukazał się jej reprint.

Była to nasza wojna, bo o ile osobiście nie lubię górnolotnych sformułowań, to uważam, że każdy z nas ma swoją małą Ojczyznę i ona stanowi wartość dla której gotowi jesteśmy do poświęceń, a to przecież przez te małe Ojczyzny przetaczała się ta wojna.

Na cmentarzu wojennym nr 106 w Bieczu pochowano 386 żołnierzy obu armii, a wśród zidentyfikowanych 149 żołnierze austro-węgierskich, z polskich pułków spoczywa na nim *

  • 18 żołnierzy z 20 pułku piechoty (20 I.R. w którym Polacy stanowili 86%, z rejonem uzupełnień w Nowym Sączu – okazało się, że brat mojego dziadka służył w tym pułku w latach 1917-1918),
  • 11 żołnierzy z 56 pułku piechoty (56 I.R. w którym Polacy stanowili 88%, a jego rejonem uzupełnień były Wadowice)
  • 65 żołnierzy z 57 pułku piechoty (57 I.R. w którym Polacy stanowili 91%, a jego rejonem uzupełnień był Tarnów)
  • 27 żołnierzy z 100 pułku piechoty (100 I.R. w którym Polacy stanowili 31 %, a jego rejonem uzupełnień był Cieszyn).

Zestawienie powyższe pokazuje, że przeszło 81% zidentyfikowanych żołnierzy (121), to żołnierze polskich pułków. Pamięć o nich jednak była bardziej ulotna niż dym bitewny. W 1920 roku policjanci z posterunku w Bieczu meldowali do Gorlic, że „imiona poległych nieznane”. Jak już pisałem wcześniej, moim zdaniem meldunek był spisem z natury i dowodził tylko faktu, że nie wykonano tabliczek imiennych na groby poległych. Czy gdyby urzędnicy KGA takie tabliczki wykonali, to czytając nazwiska Kościółek, Sobczyk, Gębski, Wójcik, Mazur, Głąbiński, Orzech, Rozciech, Ziarnko i inne uznalibyśmy, że jednak to „nasz cmentarz”?

Rozmieszczenie mogił żołnierzy z polskich pułków piechoty pochowanych na cmentarzu wojennym nr 106 w Bieczu.

 

Plan przedstawia rozmieszczenie mogił z żołnierzami poszczególnych pułków na cmentarzu wojennym nr 106 w Bieczu. Kolory oznaczające poszczególne pułki nie są przypadkowe, mogiły chciałem oznaczyć barwami pułkowymi, jednak różnica między „rakowo czerwonym” (krebsroth) dla 20 I.R. , a „bladoczerwonym” (blassrot) dla 57 I.R. jest tak mała, że nie byłaby zauważalna, dlatego 20 pułk piechoty oznaczyłem kolorem munduru „ciemnoniebieskim”. Barwa 56 pułku to kolor stalowozielony (stahlgrün), a pułku cieszyńskiego to kolor złoty (lichtdrap) **

Dziesięciolecia

Pierwszy dokument dotyczący losów cmentarza po pierwszej wojnie to wspomniany już meldunek policji. Wynika z niego, że nie było na cmentarzu tabliczek imiennych, a czytając podaną liczbę mogił (68) można przypuszczać, że nie na wszystkich 107 mogiłach były krzyże.

Szkic z meldunku posterunku policji w Bieczu z maja 1920 roku.

 

W 1925 roku nakładem Składnicy Kółek Rolniczych w Bieczu ukazała się pocztówka pokazująca cmentarz wojenny i Farę. Została ona wydrukowana w drukarni św. Wojciecha w Poznaniu, a autorem fotografii był L. Franczykowski. Pocztówkę udostępnił na swej stronie pan Sławomir Dziadzio. Widać na niej na pierwszym planie cmentarz , którego biel mocno odcina się od reszty terenu, cmentarz wygląda na zadbany, można dostrzec na niej na drugim tarasie zarys trzech steli nagrobnych.

Pocztówka z kolekcji pana Sławomira Dziadzio – www.widokowki.gorlice.pl

Kolejne zdjęcie przedstawiające cmentarz przy farze pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego i przedstawia jedynie wygląd czwartego, najwyższego tarasu z grobami żołnierzy carskich, na których mimo upływu lat wciąż widać żeliwne krzyże (zdjęcie datowane na rok 1943).

 

Zdjęcie z zasobów NAC – data wykonania około 1943 roku.

Kolejnych kilka zdjęć przedstawiających cmentarz znalazłem na grupie facebookowej Cmentarze I wojny światowej opublikowane przez pana Andrzeja Boryczko.

Pokazują one wygląd frontu cmentarza w 1951 roku 

Zdjęcie udostępnione przez pana Andrzeja Boryczko na facebookowej grupie Cmentarze I wojny światowej – rok 1951.

widok ogólny cmentarza z pola położonego za nim, gdzie wyraźnie widać szkody spowodowane osuwiskiem  (rok 1971)

Zdjęcie udostępnione przez pana Andrzeja Boryczko na facebookowej grupie Cmentarze I wojny światowej – rok 1971.

oraz wnętrze cmentarza (rok 1972), gdzie moją uwagę zwrócił nie tylko brak krzyży i stel, ale przede wszystkim równo posadzone drzewa, które do dziś rosną na tarasie trzecim – sądziłem, że to są samosiejki, ale ich „samozasianie od linijki” jest mało prawdopodobne, a na zdjęciu nie widać innych drzew, które również mogły by być samosiejkami.

Zdjęcie udostępnione przez pana Andrzeja Boryczko na facebookowej grupie Cmentarze I wojny światowej – rok 1972.

Przeglądając posiadane przeze mnie zdjęcia wykonane przez pana Ryszarda Zaklukiewicza  zauważyłem natomiast, że na przełomie lat 80 i 90 XX wieku nastąpiła gwałtowna degradacja terenu przez przyrodę, wielkość i ilośc drzew jakie w owym czasie rozrosły się na terenie cmentarza mnie samego zaskoczyła. Poniższy widok pierwszego tarasu z kamiennym krzyżem pochodzi z połowy lat 80 XX wieku.

Zdjęcie pana Ryszarda Zaklukiewicza – połowa lat 80 XX wieku, skan z kliszy w moich zbiorach.

Kolejne zdjęcie to już lata 90 XX wieku i widać jak bardzo rozrosły się konary drzewa na pierwszym tarasie zasłaniając niemal całkowicie krzyż.

Zdjęcie pana Ryszarda Zaklukiewicza – początek lat 90 XX wieku, skan z kliszy w moich zbiorach.

Ciekawie wygląda też porównanie zdjęć przedstawiających ostatni taras cmentarza, tam również natura w dość krótkim okresie czasu wzięła we władanie ten teren. Czyżby oznaczało to, że od początku lat 90, aż do remontu w latach dwutysięcznych cmentarz był całkowicie zostawiony sam sobie?

 

Zdjęcie pana Ryszarda Zaklukiewicza – połowa lat 80 XX wieku, skan z kliszy w moich zbiorach.

 

Zdjęcie pana Ryszarda Zaklukiewicza – początek lat 90 XX wieku, skan z kliszy w moich zbiorach.

Na posiadanych przeze mnie zdjęciach można zauważyć prawie całkowity brak krzyży żeliwnych na cmentarzu i raptem kilka steli. Przeglądając książkę „Cmentarze I wojny światowej w Beskidzie Niskim i na Pogórzu” Jana Majewskiego na stronach 450 – 451 też wyraźnie widać szczątkową ilość pozostałości krzyży żeliwnych i tylko kilka ich postumentów z czwartego tarasu.  Na zdjęciu przekazanym mi przez KG z forum austro-wegry.eu przedstawiającym pierwszy taras cmentarza podczas ostatniego remontu widać jak mała ilość elementów wystroju cmentarza ocalała (nawet jeśli były to tylko krzyże i stele z pierwszego tarasu). Widać też chyba po raz ostatni uwiecznioną oryginalną bramkę, która w wyniku remontu zaginęła!

Zdjęcie udostępnione mi przez KG z forum austro-wegry.eu – wnętrze cmentarza w czasie ostatniego remontu, a w rogu widoczne nieliczne resztki oryginalnych krzyży i steli, oraz bramka, która zaginęła w trakcie remontu.

Na cmentarzu przy Farze brakuje jednak najbardziej jednego elementu. „(…) nie ma dzieła architektury dość pięknego aby mogło konkurować z tym naturalnym  symbolem siły i trwałości” – tak o monumentalnym dębie rosnącym na wzgórzu na którym wybudowano cmentarz opisali Rudolf Broch i Hans Hauptmann w „Die westgalizischen Heldengräber aus den Jahren des Weltkrieges 1914-1915” na stronie 135. W styczniu 1917 roku dąb ten miał średnicę 110 cm, w roku 1987 gdy sporządzano kartę ewidencji zabytków jego średnica wynosiła już 146 cm, ale jego pień już wtedy był uszkodzony. Kiedy dąb zniknął z cmentarza nie wiem, z posiadanych zdjęć wnioskuję, że do połowy lat 90 XX wieku rósł na cmentarzu. Znam natomiast dwie wersje opisujące jak do tego doszło. Wg jednej silny wiatr przewrócił drzewo które upadając zniszczyło groby na cmentarzu – jakie groby nie mam pojęcia bo jak widać na zdjęciach archiwalny praktycznie ich tam już wtedy nie było? Druga wersja jaką słyszałem to podpalenie dębu (na dole konaru była dość spora w nim dziura) a w skutek pożaru dąb tak poważnie ucierpiał, że ze względów bezpieczeństwa trzeba było go wyciąć. Mimo upływu lat nikt nie wpadł na pomysł, by dąb ponownie zasadzić, by wzbogacić to miejsce o element, który zawarzył nad wyborem tej lokalizacji.

Zdjęcie pana Ryszarda Zaklukiewicza – połowa lat 80 XX wieku , skan z kliszy w moich zbiorach.

Gorycz

Osobiście jestem przeciwnikiem „unarodowiania” cmentarzy pierwszowojennych, jak ognia unikam, tych „polskich” które dla oficjeli różnego szczebla są miejscem politycznego lansu, uprawiania polityki historycznej, tworzenia narodowych legend nie mających wiele wspólnego z prawdą historyczną, przypisywania sobie nieswoich zasług w ich ratowaniu i spychaniu w niepamięć prawdziwych bohaterów przetrwania tych miejsc pamięci – patrz cmentarz 171 Łowczówek.

Jednak jeśli Czesi, Słowacy, czy Węgrzy przypinając wstążki na grobach swoich rodaków wciąż kultywują o nich pamięć, to my w wolnym kraju nie powinniśmy dbać o miejsca które są wspaniałym pomnikiem historii naszego kraju, bez względu na narodowość pochowanych w nich żołnierzy? A czy nie powinniśmy dbać szczególnie o miejsca w których ta Polskość znaczona jest grobami ludzi, których powszechna świadomość charakteryzuje słowem „Polak”? Niestety w Bieczu o takiej trosce nie można mówić.

Cmentarz wojenny nr 104 Strzeszyn Wilczak – z 8 zidentyfikowanych żołnierzy armii austro-węgierskiej siedmiu należało do 57 I.R. jeden do 56 I.R. – praktycznie nie istnieje.

Cmentarz wojenny nr 105 na Harcie – ze zidentyfikowanych 40 żołnierzy  4 należało do 20 I.R. , 8 do 56 I.R. i 5 do 57 I.R. – przeżywa od lat swoją agonię. Jest on tak naprawdę wielkim pomnikiem nieudolności gminy i piszę to mimo ogromu sympatii dla Biecza. Przez ostatnie kilka lat przez biecki rynek przewinęła się cała masa polityków z Bogiem i Polską na ustach, pewna niezwykle medialna pani poseł jest reprezentantką tej ziemi i tak gorąco zawsze zapewnia o swoim patriotyzmie, teren otaczający cmentarz wojenny nr 105 przez dziesięciolecia był eksploatowany przez PGNiGe i moim zdaniem ta eksploatacja przyczyniła się również do skali osuwiska, jednak przez ostatnie lata nikt z gminy nie prowadził działań by przez polityczne wpływy wywrzeć presję na zdobycie środków na ratowanie nie tylko cmentarza, ale i historycznej kapliczki. W czasach, gdy jeden poseł mógł wpłynąć na przyznanie milionowych dotacji przez prezesa największej polskiej firmy – wszak Orlen został właścicielem PGNiGe i dla tak wielkiego koncernu środki które przerastają możliwości gminy są groszami – nikt nie podjął działań by postarać się o takie środki. Ostatnie lata to całkowity brak troski o cmentarze i nie usprawiedliwia tego zła sytuacja finansowa gminy, bo jak pokazuje milionowa dotacja na remont klasztoru Reformatów, takie działania można prowadzić ze środków innych niż własne – najlepszym przykładem jest tutaj gmina Sękowa, a trudno mnie podejrzewać o sympatię dla tej gminy, jednak niezaprzeczalnym jest fakt, iż jest wzorcem pozyskiwania funduszy zewnętrznych.

I wreszcie cmentarz wojenny nr 106 przy Farze. Ten zdaniem komendanta Kriegsgräberabteilung (KGA) Rudolfa Brocha „najważniejszy, a pod względem artystycznym najlepszy” biecki cmentarz z pierwszej wojny jedynie z zewnątrz i to tylko niekrytycznym spojrzeniem wygląda dobrze. Wystarczy tylko przyglądnąć się lepiej by zobaczyć na zboczu przed górnym fragmentem muru wyrzucone po remoncie „nadmiarowe” stele nagrobne (na szczęście to tylko współczesne kopie), za to wchodząc na cmentarz stawiamy nogi na stopniu wykonanym z oryginalnych, przeszło 100 letnich steli!

Stela leżąca przed murem cmentarnym po prawej stronie w zaroślach – maj 2025.

 

Stela leżąca na zboczu przed cmentarzem – maj 2025.

 

Oryginalne ponad stuletnie stele wkopane z ziemię by tworzyły stopień wejściowy na cmentarz – maj 2025.

 

Na cmentarz nie prowadzi już oryginalna żelazna bramka, która przetrwała II wojnę światową, przetrwała PRL, niestety nie przetrwała ostatniego remontu!

Zdjęcie pana Ryszarda Zaklukiewicza – połowa lat 80 XX wieku , skan z kliszy w moich zbiorach.

A wnętrze? No coż tutaj sami Bieczanie wystawiają sobie świadectwo. Od wielu lat miejscowy społecznik pan Piotr Matys wprost krzyczy o dewastacji krzyży na tym cmentarzu, zarówno tuż po remoncie, jak i póżniej i od lat jego głos jest tylko głosem wołającego na puszczy.

Dolny taras obok kamiennego krzyża, widoczny na zdjęciu złamany krzyż typu Ludwig” czeka już kilka lat na ponowne zamocowanie, a to nie jedyny zniszczony krzyż na tym tarasie.

Krzyży połamanych przybywa, cały górny taras który jest pierwotnym cmentarzem wojennym jest wprost zdewastowany (prawie wszystkie krzyże pourywane bez względu na to czy to krzyże łacińskie czy lotaryńskie), walają się na nim nie tylko śmieci po libacjach, ale od lat złożone tam nadliczbowe stele przygotowane przy remoncie.

Zdewastowany krzyż na górnym tarasie cmentarza, czeka zapewne na kolejnych zbieraczy złomu – maj 2025.

Jeśli w Bieczu nikt nie jest w stanie od kilkunastu lat opanować bałaganu jaki powstał tam po remoncie, nie jest w stanie wyegzekwować od wykonawcy zwrotu bramki wejściowej, to wystawia to złe świadectwo zarządzającym gminą. Do pozbierania rozrzuconych kamiennych elementów potrzeba tylko dobrej woli, niczego więcej. Podobnie jedynie dobra wola i minimalny wysiłek gminy potrzebny jest by zasypać dziury po usuniętych drzewach, które zarośnięte trawą stanowią niebezpieczne pułapki na odwiedzających. Zdaję sobie sprawę, że miasto nie miało wiele do powiedzenia w sprawie remontu pod względem technicznym, ale sposób wykonania nowych steli nagrobnych był mówiąc bardzo delikatnie jedynie wariacją na temat niż odwzorowaniem orginałów – mocowanie krzyży w steli, poprzez wiercenie w gotowym odlewie otworu, wkładanie w niego krzyży i ponowne zalanie betonem, to jedyny znany mi przypadek takiej „technologii” nie mającej nic wspólnego z pierwowzorem.  Dlatego tak bardzo boli mnie wykorzystanie oryginalnych steli jako elementów stopni na zboczu, a na cmentarzu postawienie miernych imitacji.

Zdewastowany przez wandali górny taras, większość krzyży połamana czeka zapewne na kolejnych złomierzy – maj 2025.
Ten bałagan to skutek niedbalstwa remontujących i zleceniodawców. Niewykorzystane stele po prostu zostawiono na cmentarzu kilkanaście lat temu i tak stoją do dziś – maj 2025.
Tak wygląda „replika” steli nagrobnej z nie mającym nic wspólnego z oryginałem sposobem montażu krzyży, a u jej stóp jeden ze złamanych krzyży.

Miasto czeka dość pilny ponowny remont całego cmentarza. Mimo stabilizacji gruntu przed ostatnim remontem na cmentarzu wojennym nr 106 znów uruchomiło się osuwisko, co wyraźnie widać na ścianie z kamiennym krzyżem.

Pęknięcie w murze systematycznie się powiększa, a krzyż stojący w lini muru zaczyna powoli odchylać się od piony – maj 2025.

Niepokoi jednak fakt, że nie słychać nic o jakichkolwiek działaniach podejmowanych z wyprzedzeniem, by nie dopuścić do runięcia murów. Patrząc na ciągnący się latami remont cmentarza w Rożnowicach, na to ile lat czekał cmentarz nr 111 w Racławicach (w tym roku ma ruszyć remont z przyznanej dotacji) nie jestem optymistą co do dalszych losów cmentarza nr 106, a gdyby jednak rozpoczął się remont trzeba będzie doglądać postępu prac i zgłaszać wszelkie zauważone nieprawidłowości natychmiast, by nie czekać bezskutecznie kolejnych dziesięcioleci na odpowiednie działania.

Refleksyjnie

Od siedmiu lat opiekuję się cmentarzami pierwszowojennymi i doskonale wiem jaki to jest wysiłek, ile zajmuje to czasu i ile wymaga nakładów. Patrząc na cmentarze wojenne na terenie Biecza to ilość pracy i czas jaki trzeba włożyć w ich bieżącą opiekę jest mniejszy niż ja potrzebuję na opiekę nad dwoma cmentarzami w Ożennej (sam dojazd na miejsce to dla mnie trzy godziny drogi w jedną stronę) i przyznam, że nie mogę zrozumieć, że nikt, żadna oddolna inicjatywa społeczna w Królewskim mieście Biecz nie jest w stanie wziąć w opiekę tak naprawdę trzech cmentarzy i regularnie je utrzymywać w godnym stanie? Jeśli tak faktycznie jest to powiem bardzo gorzko, że nie wielkimi festiwalami mierzy się miłość do swojej małej Ojczyzny! Miasto Biecz dopiero od dwóch lat przystępuje do corocznej akcji sprzątania cmentarzy zapoczątkowanej przez Klub Górski Orły, ale i ten udział to bardziej symboliczny, ograniczony do cmentarza nr 106, niż faktyczny (naprawdę w Bieczu nie ma osób które społecznie mogłyby pomalować krzyże bez pomocy z zewnątrz). 

Drodzy Bieczanie, czy naprawdę nie potraficie zadbać sami o groby tych którzy spoczywają w Waszej ziemi, bo bili się o to by Wasi dziadowie żyli wolni? 

 

* – dane o liczbie pochowanych i przynależności pułkowej zaczerpnięte z I tomu książki Jerzego Drogomira „Polegli w Galicji Zachodniej 1914-1915” i uwzględniają jedynie żołnierzy zidentyfikowanych przez oddziały KGA.

** – informacje o barwach pułkowych zaczerpnięte z Wikipedii.

Pierwsze zdjęcie we wpisie pochodzi ze strony zabytek.pl,  na środku kadru przy prawej krawędzi widoczny cmentarz wojenny nr 106 – autor Zbyszko Siemaszko rok wykonania 1967.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.