Spacer
Pisząc w zeszłym roku na swoim profilu Facebookowym pytanie, czy byliby chętni na spacer ze mną po bieckich nekropoliach nie miałem pojęcia, gdzie mnie to zaprowadzi.
Pierwszy spacer był dla mnie osobistym testem, czy podołam, czy będę w stanie zaciekawić tym co wiem i czy zwyczajnie ktokolwiek, poza gronem znajomych, będzie chciał poświęcić ponad 4 godziny na chodzenie ze mną po mieście, w którym cmentarze pierwszowojenne to często niechciany dodatek historii. Ku mojemu zaskoczeniu chętni byli, tak samo jak w październiku mimo nie najlepszej pogody.
Spacery te to były dla mnie bodźcem, by szukać odpowiedzi na powstałe w ich czasie pytania, które nurtowały mnie i Magdę. Od zeszłego roku nie tylko odpowiedzieliśmy sobie na wiele pytań, ale postawiliśmy kolejne i kolejne. Mam nadzieję, że to z tych spacerów i pytań Magda zdecydowała się prowadzić swój blog – Strażnik (nie)pamięci. Nasz duet idealnie się uzupełnia w tym co robimy i obojgu sprawia nam to olbrzymią satysfakcję, oraz rodzi kolejne pomysły. Bez spacerów pewnie nie dowiedzielibyśmy się kim był brat Andrzej Pyzner, nie znalazłbym ostatniego zachowanego listu Anny Peschke i nie pojechałbym sentymentalnie do Cieszyna by szukać cieni matki i jej synów. To co zrobiliśmy 2 maja to też pokłosie tych zeszłorocznych spacerów. Dla mnie niesłychanie ważną sprawą jest fakt, że dzięki nim poznałem też wiele ciekawych osób.
Tegoroczny spacer miał być wyjątkowy, bo pierwszy raz miałem przedstawić historię, której poznanie zajęło mi pół roku. I okazał się on wyjątkowy, nie za sprawą tego co ja miałem do powiedzenia, ale za sprawą Was, obecnych na spacerze. Przed każdym z nich mam tremę, przed każdym przygotowuję się najlepiej jak potrafię, jednak tym razem widząc zainteresowanie jakie wzbudza wydarzenie miałem ciągle poczucie, że nie jestem dostatecznie przygotowany, że wiem że nic nie wiem. Idąc z Dominikiem drogą do Klasztoru czułem pewną ulgę, widząc najpierw niewiele osób, jednak gdy nastała godzina 13 i zobaczyłem komplet publiczności, przełknąłem ślinę i w duchu pomyślałem „musi być dobrze”. I choć na początku sam czułem się odrobinę zagubiony stojąc w bramce cmentarza 108 przez zmianę początku spaceru, to potem stała się rzecz magiczna, czego Wy byliście świadkami. Na cmentarzu przy Klasztorze byłem kilkadziesiąt razy w swoim życiu, a właśnie z Wami pierwszy raz odkryłem na nim to czego szukałem wiele lat na innych nekropoliach i oczym opowiadałem, że „tu powinno być, a niestety nie ma”. Odkrycie tej małej zardzewiałej blaszki, to był dla mnie znak, że moja praca i przygotowania nie idą na marne, że ten maleńki element cmentarza to nagroda za moje zaangażowanie.
Ogromnie dziękuję wszystkim którzy byli w ostatnim dniu maja z nami na cmentarzach, dziękuję za Waszą ciekawość historii, za chęć poznawania i odkrywania rzeczy nieoczywistych w oczywistych miejscach. Dziś już wiem, że nie był to ostatni spacer po bieckich nekropoliach, wiem też, że nie zawsze będę miał coś nowego do powiedzenia na kolejnych wydarzeniach, ale mam też pewność, że nadal warto z nami poznawać historię tych miejsc i otaczać pamięcią tych którzy w Bieczu, nie z własnej woli, musieli zostać na wieczność.
Śledźcie mój profil na Facebooku, tam będę ogłaszać kolejne terminy i projekty do udziału w których będę Was gorąco zapraszać. Będziemy z Magdą starać się by i kolejne spacery po bieckich nekropoliach były nadal atrakcyjnym wydarzeniem. Mamy też kolejne pomysły na to by właśnie Biecz i jego pierwszowojenna historia zyskała Wasze zainteresowanie.