Cichawa
Pierwszy raz cmentarz w Cichawie zobaczyłem na jednym z trzech zdjęć pana Ryszarda Zaklukiewicza. Pamiętam jak to nieostre zdjęcie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Wiedziałem już wtedy, że muszę się tam wybrać.

Pierwszy raz byłem w mglisty grudniowy dzień. Nekropolia była zupełnie niewidoczna z drogi, okrywała ją mgła, która stopniowo podniosła się w górę, a mnie widok jaki odsłoniła zachwycił.

Drugi raz byłem w maju 2025 roku, wśród morza rzepaku ta maleńka łupina jawiła się jak arka. Tego maja to był chyba najbardziej obfotografowany cmentarz wojenny w Polsce. Pamiętam też swój brak „przekonania” do zdjęć które wtedy zrobiłem.
Dziś byłem kolejny raz i przyznam, że dziś cichawski cmentarzyk zachwycił mnie najbardziej. Morze rzepaku zastąpił ocean przeoranej ziemi, tym razem nie wiodła na cmentarz żadna wydeptana ścieżyna, ale to co działo się nad nim znów było zachwycające. Piękne chmury przetaczały się przez niebo, a ich cienie sunęły niczym stek po oceanie ornej ziemi. Cisza i spokój, w oddali dwie sarny szukające czegoś do jedzenia na zaoranej ziemi, gołąb szybujący nad lipą i ja. Obszedłem cmentarz dookoła, a póżniej usiadłem na schodkach, zamknąłem oczy i syciłem się ciszą i niesłychanym spokojem tego miejsca.
Lipa nie bez powodu u Słowian była świętym i dobrym drzewem, które zapewniało spokój i odganiało złe duchy. To pojedyncze drzewo, delikatnie pochylone nad tymi co spoczywają w Cichawie, zapewnia im spokój, ukojenie i bezpieczne, pod jego ramionami, wieczne odpoczywanie.
























