Gdzieś na szczycie góry

Środek nocy, właśnie umyłem samochód choć deszcz zaczął padać dokładnie gdy wjechałem na myjnię. Jeszcze wczoraj wywołałoby to we mnie irytację, dziś tylko uśmiech. Jadąc rano do Ożennej, na wysokości Ciechani, odtwarzacz wylosował mi Grubsona i jego „Na szczycie”.

Mimo świata, który
kocha i rani nas dzień w dzień,
gdzieś na szczycie góry,
wszyscy razem spotkamy się.

Nie miałem świadomości, że te słowa dziś (w zasadzie wczoraj) będą prorocze i pełne mojego cmentarnego szczęścia. Tak jestem dziwny, cmentarze te odludne dają mi szczęście, a w październiku gdy mogę z Agą być w Ożennej moje szczęście jest największe. Dziś po raz pierwszy od kilku lat znów mogliśmy pracować w Ożennej razem i znów wspominać, jak byliśmy tam pierwszy raz. Byli ze mną ci, z którymi najbardziej lubię pracować, ci których poznałem na cmentarzach, z nimi zawsze uśmiech nie schodzi mi z serca. Dziękuję, że byliśmy tam razem, to dla mnie ogromna radość.

Już za kilka godzin mam sprzątać cmentarz, który sprzątałem jako uczeń jednej ze szkół, które będą ze mną to robić – po 37 latach znów jako uczeń Szkoły Podstawowej nr 2, tyle tylko, że już dorosły. Takie drobiazgi bardzo dodają mi potrzebnej motywacji. Mam przy okazji opowiedzieć dzieciom o tej nekropolii i to jutro będzie dla mnie bardziej wymagające wystąpienie niż mój popołudniowy wykład w Muzeum w Bieczu. Gdy ja byłem uczniem sprzątałem bo nam kazano i nikt nie mówił co to za cmentarz, dlaczego tutaj. Mam nadzieję, że w tej dzisiejszej grupie, choć jedno dziecko gdy dorośnie będzie wspominać, że kiedyś było na cmentarzu pod dębem (choć dębu dawno już niema) i był tam taki człowiek, który opowiadał ciekawą historię. Ja tak wspominam przyjazd Austriackiego Czarnego Krzyża do szkoły i uroczystość w której nam, dzieciom chcieli podziękować za prace na tym cmentarzu – nie miałem wtedy pojęcia, że kiedyś ja komuś będę dziękować za to, że pracuje ze mną na cmentarzach.

Po południu będę mieć wykład w Muzeum, czy nie porwałem się za ambitnie na ten projekt okaże się za kilkanaście godzin, ale mam pewność, że zrobiłem wszystko by było to coś wyjątkowego, ciekawego i wywołującego emocje. Będą ze mną, jedni duchem inni też ciałem, ci wszyscy których wsparcie czuję za każdym razem gdy zaczynam jakiś swój pomysł i nie jestem pewien czy go udźwignę. Zobaczymy już dziś, ale bez względu czy wieczorem będę czuł satysfakcję czy rozczarowanie z tego co zrobiłem wiem jedno, w sobotę znów wezmę kosę i pójdę z uśmiechem na Dawidówkę, powiedzieć tym 219, którzy tam spoczywają PAMIĘTAM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.